Wiersz o klasie

Pani dzieci ma dwadzieścia sześcioro

- Niech się w sali wszyscy zbiorą!

Ale przecież nie tak łatwo

Radzić sobie z liczną dziatwą

Dominika już od wtorku

Poszukuje Wojtka w worku

Ala Kubę wzięła pod brodę:

- Chodźmy sitkiem czerpać wodę

Marek w ziemi ciągle grzebie

I zakopuje dziury w glebie

Chcieli pracę skończyć w piątek,

 A to ledwie był początek

Zamyślała się Monika:

Toż dopiero można dostać bzika!

Poszła Ola do Karoliny

Zapomniała znów swej liny

Michał zaraz będzie kichał

Marta z Miriam się kumplują

I nic więcej nie potrzebują

Pani patrząc na gaduły

Mówi bez skrupuły:

- Ada! To nie wypada!

Karol gada jak najęty,

Buzia mu się nie zamyka

I cały czas za kimś wzdycha

Ola z Darią razem w ławce siedzą

Zawsze nam coś miłego powiedzą

Gdy zima nastała,

 Robi się z Maćka śnieżna gała

Asia taka cichutka w kącie siedzi

Ale zgłasza się do odpowiedzi

Wiktoria w całej szkole

Jako poetka jest znana

Recytuje wiersze od samego rana

Marta cały czas rękoma wymachuje

A gdy kogoś walnie, to nigdy nie żałuje

Dominik wygłupia się

Całe noce, całe dnie

Julka i Ania na końcu zostały,

Ale świetne humory miały

 

 

 

 

    

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

        

       

 

 

 

 

             

 

 

            

 

      

 

Powrót